Miłujmy Go na tyle, aby cierpieć dla Niego

„[…] miłujmy Go na tyle, aby cierpieć dla Niego, wszystko cokolwiek tylko zechce, chociażby nawet cierpienia duszy, oschłości, trwogi, pozorną oziębłość. Ach! to doprawdy wielka miłość, miłować Jezusa nie odczuwając słodyczy tej miłości, to prawdziwe męczeństwo… A więc umierajmy jako męczennice!
Och! moja Celinko! słodkie echo mej duszy, czy rozumiesz?… męczeństwo tajemne, znane tylko Bogu samemu, którego żadne oko ludzkie nie dojrzy, męczeństwo bez chwały, bez zaszczytu, bez triumfu!…”

św. Teresa od Dzieciątka Jezus, listy do Celiny

Photo by Stefan Keller on Pixabay

Nie trzeba tylko wyznaczać Bogu terminów

„Przede wszystkim trzeba wytrwale modlić się o poznanie właściwej drogi; kiedy się ją dostrzeże, iść bez oporów za natchnieniem łaski. Kto tak postępuje i trwa cierpliwie, nie może powiedzieć, że jego wysiłki są daremne. Nie trzeba tylko wyznaczać Bogu terminów”.

św. Teresa Benedykta od Krzyża

Photo by Susanne Jutzeler on Pixabay

Z dy­mem po­ża­rów, z ku­rzem krwi brat­niej

„Z dy­mem po­ża­rów, z ku­rzem krwi brat­niej,
Do Cie­bie, Pa­nie, bije ten głos!
Skar­ga to strasz­na, jęk to ostat­ni,
Od ta­kich mo­dłów bie­le­je włos.
My już bez skar­gi nie zna­my śpie­wu,
Wie­niec cier­nio­wy wrósł w na­szą skroń,
Wiecz­nie, jak po­mnik Two­je­go gnie­wu,
Ster­czy ku To­bie bła­gal­na dłoń.

Ileż to razy Tyś nas nie sma­gał,
A my nie zmy­ci ze świe­żych ran,
Zno­wu wo­ła­my: On się prze­bła­gał,
Bo On nasz Oj­ciec, bo On nasz Pan!
I znów po­wsta­jem w uf­no­ści szczer­si,
Lecz za Twą wolą zgnia­ta nas wróg,
I śmiech nam rzu­ca, jak głaz na pier­si:
«A gdzież ten Oj­ciec, a gdzież ten Bóg?!

I pa­trzym w nie­bo, czy z jego szczy­tu,
Sto słońc nie spad­nie wro­gom na znak?
Ci­cho i ci­cho… po­śród błę­ki­tu,
Jak daw­niej buja swo­bod­ny ptak.
Owóż w zwąt­pie­nia strasz­nej roz­ter­ce,
Nim na­szą wia­rę ocu­cim znów,
Bluź­nią ci usta, choć pła­cze ser­ce,
Sądź nas po ser­cu, nie we­dług słów!

O, Pa­nie! Pa­nie! ze zgro­zą świa­ta,
Okrop­ne dzie­je przy­niósł nam czas;
Syn za­bił ojca, brat za­bił bra­ta,
Mnó­stwo Ka­inów jest w po­śród nas.
Ależ o Pa­nie! oni nie­win­ni,
Choć na­szą przy­szłość cof­nę­li wstecz,
Inni sza­ta­ni byli tam czyn­ni;
O! rękę ka­raj, nie śle­py miecz!

Patrz! my w nie­szczę­ściu za­wsze jed­na­cy,
Na Two­je łono, do Two­ich gwiazd
Mo­dli­twą pły­niem, jak sen­ni pta­cy,
Co lecą spo­cząć wśród wła­snych gniazd
Osłoń nas, osłoń, oj­cow­ską dło­nią,
Daj nam wi­dze­nie przy­szłych Twych łask;
Niech kwiat mę­czeń­ski uśpi nas wo­nią,
Niech nas nie­biań­ski oto­czy blask!

I z Ar­cha­nio­łem Two­im na cze­le
Pój­dzie­my wszy­scy na strasz­ny bój,
I na drga­ją­cem sza­ta­na cie­le
Za­tknie­my sztan­dar zwy­cię­ski Twój!
Zbłą­ka­nym bra­ciom otwo­rzym ser­ca,
Winę ich zmy­je wol­no­ści chrzest;
Wten­czas usły­szy pod­ły bluź­nier­ca
Od­po­wiedź na­szą: «Bóg był i jest!»”.

K. Ujejski „Chorał”

Photo by Ria Sopala on Pixabay

Cierpimy z goryczą, to znaczy bez odwagi

„Cierpimy z goryczą, to znaczy bez odwagi, bez męstwa… «Jezus cierpiał ze smutkiem; bez smutku czyżby dusza cierpiała»? A my chcielibyśmy cierpieć ochoczo, wielkodusznie… Celino!… Jakież to złudzenie!… Chcielibyśmy nie upadać nigdy? – Co to szkodzi, Jezu drogi, jeżeli upadam co chwila, widzę wtedy słabość moją a to dla mnie wielki zysk”.

św. Teresa od Dzieciątka Jezus „Novissima verba”

Photo by Pete Linforth on Pixabay

Wy­cho­wa­łeś ty mnie, gro­dzie

„Wy­cho­wa­łeś ty mnie, gro­dzie,
Na swym chle­bie, na swej wo­dzie,
Na tym chle­bie z pio­łu­na­mi,
Na tej wo­dzie z memi łza­mi.

Wy­cho­wa­łeś ty mnie twar­do,
Z my­ślą smęt­ną, z du­szą har­dą,
Z ca­rem w pier­si, z łzą w źre­ni­cy,
Na za­du­mie, na tę­sk­ni­cy.

Nie sło­wi­ka wy­kar­mi­ły
Mio­dy two­je i ko­ła­cze,
Lecz za­zu­lę u mo­gi­ły,
Co pod chmur­nem nie­bem pła­cze.

Nie wy­ro­słam to­bie kwia­tem,
Nie za­bły­słam ci, jak gwiaz­da;
Lecz tu­ła­czo po­szłam świa­tem
Z sie­ro­ce­go mego gniaz­da.

Sła­ła­bym ci te­raz wie­ści
Z da­le­kie­go kra­ju du­cha,
Lecz za wie­le w nich bo­le­ści
I noc wko­ło na­zbyt głu­cha!

Szu­mią fale sta­rej Pro­sny,
Co rwie brze­gi każ­dej wio­sny;
Kipi ser­ce krwią ostat­nią
Za tą stro­ną, za tą brat­nią!

W mro­kach sto­ją sta­re mury,
Nad mu­ra­mi idą chmu­ry;
Ach, da­rem­nie, ach, bez koń­ca
Ja i ty cze­ka­my słoń­ca!

Obe­sła­ła­bym cię różą.
Bia­łą różą i li­li­ją;
Ale sto­ję tu pod bu­rzą,
Ale wo­kół wi­chry wyją…

Wyją wi­chry, idą tu­czo,
Górą sły­chać wrza­ski kru­cze,
A tam ni­sko, tam na dole,
Step mo­gil­ny, głu­che pole…

Bo­daj my się z sobą byli
Nie że­gna­li na roz­sta­ju!
Ptak, co pu­ści się w zlej chwi­li,
Nie po­wra­ca już z wy­ra­ju.

Może jesz­cze kie­dyś prze­cie
Prze­ła­mię się z tobą chle­bem;
Może usnę tak, jak dzie­cię,
Na twem ło­nie, pod twem nie­bem.

Szy­kuj­że mi tam go­spo­dę
I dom ci­chy mię­dzy swe­mi;
Na nie­wiel­ką mą uro­dę
Dość – ci bę­dzie gar­ści zie­mi!”.

M. Konopnicka „Memu miastu”

Photo by Websi on Pixabay

Czymże jest dziewica, jeśli się nie umartwia

„Czymże jest dziewica, jeśli się nie umartwia, nie wyrzeka siebie, nie jest gotowa do poświęceń i do ofiary z siebie, jeśli szczerze nie kocha swego odosobnienia i nie opasuje się skromnością, jako najpiękniejszą ozdobą? Czym jest dziewica pyszna i drażliwa, której serce i usta nie dają zapachu miłości?”

bł. Kandyda od Eucharystii „Rozmowy Eucharystyczne”, s. 93-94

Photo by Pexels on Pixabay

Kla­ska­niem ma­jąc obrzę­kłe pra­wi­ce

„Kla­ska­niem ma­jąc obrzę­kłe pra­wi­ce,
Znu­dzo­ny pie­śnią, lud wo­łał o czy­ny;
Wzdy­cha­ły jesz­cze do­rod­ne waw­rzy­ny,
Ko­na­ry swe­mi wie­trząc bły­ska­wi­ce —
Było w oj­czyź­nie lau­ro­wo i ciem­no
I już ni miej­sca da­wa­no, ni go­dzin
Dla nie­cze­ka­nych po­wić i na­ro­dzin,
Gdy Boży pa­lec za­świ­tał nade mną;
Nie zda­jąc licz­by z rze­czy, któ­re czy­ni,
Żyć mi roz­ka­zał w ży­wo­ta pu­sty­ni.

Dla­te­go od was, o lau­ry, nie wzią­łem
List­ka jed­ne­go, ni zą­becz­ka w li­ściu,
Prócz może cie­niu chłod­ne­go nad czo­łem
(Co nie na­le­ży wam, lecz słoń­ca przyj­ściu);
Nie wzią­łem od was nic, o wiel­ko­lu­dy,
Prócz dróg, za­ro­słych w pio­łun, mech i sza­lej,
Prócz zie­mi, klą­twą spa­lo­nej, i nudy…
Sa­mot­ny wsze­dłem i sam błą­dzę da­lej.

Po­obra­ca­nych w prze­szłość, nie­po­ję­tą
A uwiel­bio­ną, spo­tka­łem nie­ma­ło,
W ostro­gi rdza­we utra­fia­łem pię­tą
W ścież­kach, gdzie zbi­tych kul spo­ro pa­da­ło.
Nie­raz oby­czaj sta­ry za­wa­dzi­łem
Z wy­szcze­rzo­ne­mi na jutrz­nię zę­ba­mi,
Odzie­wa­ją­cy się na gło­wę py­łem,
By noc prze­dłu­żyć, nie ze­rwać ze sna­mi.

Nie­wiast, za­klę­tych w umar­łe for­mu­ły,
Spo­tka­łem ty­siąc — i było mi smęt­no,
Że wdzię­ków tyle wi­dzia­łem, nie­czu­ły,
Źre­ni­cą na nie pa­trząc bez­na­mięt­ną.
Tej, tam­tej rękę tknąw­szy mar­mu­ro­wą,
Wzru­szy­łem fał­dy ubra­nia ka­mien­ne,
A mo­tyl noc­ny wzle­ciał jej nad gło­wą,
Za­drżał i upadł… I ode­szły sen­ne.

I nic nie wzią­łem od nich w ser­ca wnę­trze,
Staw­szy się ku nim, jak one, bez­wład­ny,
Tak samo grzecz­ny i za­rów­no żąd­ny,
Że aż mi co­raz szczę­ście nie­po­jęt­sze!
Cze­mu, dla­cze­go w prze­sy­tu nie­dzie­lę
Przy­sze­dłem wi­tać i że­gnać tak wie­le?
Nic nie unió­sł­szy na ser­cu, prócz sza­ty,
Py­tać was nie chcę i nie ra­czę, katy.

Pi­szę, ot, cza­sem… Pi­szę na Ba­by­lon
Do Je­ru­za­lem — i do­cho­dzą li­sty.
To zaś mi mniej­sza, czy by­wam omy­lon,
Albo nie. Pi­szę pa­mięt­nik ar­ty­sty,
Ogry­zmo­lo­ny i w sie­bie po­chy­lon,
Obłęd­ny, ależ wiel­ce rze­czy­wi­sty!
— — — — — — — — — —
Syn mi­nie pi­smo, lecz ty spo­mnisz, wnu­ku,
Co zni­ka dzi­siaj, iż czy­ta­ne pę­dem.
Za pa­no­wa­nia pan­te­izmu dru­ku,
Pod oło­wia­nej li­te­ry urzę­dem —
I, jak zda­rza­ło się na rzym­skim bru­ku,
Ma­jąc pod sto­py ka­ta­kumb ko­ry­tarz,
Nad czo­łem słoń­ce i jaw, ufny w błę­dzie,
Tak znów od­czy­ta on, co ty dziś czy­tasz,
Ale on spo­mni mnie… Bo mnie nie bę­dzie!”.

C. K. Norwid „Klaskaniem mając obrzękłe prawice”

Photo by Roy on Pixabay