Schematy te przejawiają się jednak najczęściej…

„Schematy te przejawiają się jednak najczęściej w obszarze relacji osobistych, zwłaszcza w związkach uczuciowych i przyjaźni; często to właśnie z jakiegoś schematu, a nie konkretnej relacji, trzeba zrezygnować w sposób umiejętny i świadomy”.

P. Streep, A. B. Bernstein „Daruj sobie. Przewodnik dla tych, którzy nie potrafią przestać”, s. 204

Stracić czas dla Jezusa

„Zaczynasz się modlić wtedy, kiedy potrafisz stracić czas dla Jezusa. W modlitwie liczy się tak naprawdę tylko ten czas, który dasz. Od strony ludzkiej nic więcej nie możecie zrobić na modlitwie. Możecie tylko dać czas. […].
Kiedy się nauczyłeś z kimś tracić czas – i tym kimś jest Jezus – to znaczy, że zacząłeś się modlić. Nawet gdybyście nic wielkiego dziś od Jezusa nie usłyszeli, ale jak macie w sobie hojność: Jezu, chcę Ci dać tę godzinę, weź ją, po prostu bądźmy razem – nic ważnego nie musi się stać. Jak wyjdziecie stąd w poczuciu, że fajnie, że warto było być z Nim. Nic nie powiedział dzisiaj? Może nie miał ochoty. Dobrze, bardzo dobrze. Przyjaciół się poznaje po tym, że potrafią siedzieć ze sobą i właściwie nic nie mówić!
Ja z modlitwy tyle rozumiem. Dopiero zaczynam się modlić wtedy, kiedy mam ochotę dać Jezusowi czas i nie mam poczucia straty”.

abp. G. Ryś, cyt za: pl.aleteia.org/2017/10/30/dopiero-wtedy-zaczniesz-sie-naprawde-modlic-abp-ryz-zdradzil-sekret-dobrej-modlitwy

Strona odnośnika obecnie jest już niedostępna, ale tam znalazłam cytat.

Przyjaźń zatem to nie tylko sympatia

„Przyjaźń zatem to nie tylko sympatia czy miłe, wspólne spędzanie czasu, ale wzajemne poznanie swoich przekonań i pragnień oraz – co bardzo ważne – wspólne zaangażowanie w dążeniu do dobra i unikaniu zła. Poznanie i zaangażowanie, rozum i wola, otwarcie na innego, odwaga wspólnych poszukiwań i wspólnego działania, czyli poważny, ale fascynujący program na całe życie”.

P. Krupa „Jutro ma na imię Bóg”. Kraków 2015, s. 23

Słów raz wypowiedzianych nie można cofnąć

„Wszyscy jednak wiemy dobrze, że słów raz wypowiedzianych nie można cofnąć. Rany się zagoją. Zniszczenia można naprawić. Przebaczenie można otrzymać. Słów nie można wymazać. Żadna relacja, przyjaźń czy małżeństwo nie wytrzyma ataku totalnej szczerości. Relacje nie są stworzone, by być śmietnikiem wszystkich złych uczuć, myśli i przekonań”.

S. Eldredge „Stając się sobą”, s. 174

W moim odczuciu w tym cytacie nie chodzi o szczerość, a o wyrzucanie z siebie właśnie tych wszystkich złych myśli i emocji, które są tak naprawdę owocem chwili, potem przechodzą i już o nich nie pamiętamy – ale jeśli wyrzucimy je wobec drugiej osoby, ona może nie zapomnieć ich nigdy.

Słowo Boże wcale nie zachęca nas…

„Słowo Boże wcale nie zachęca nas do mówienia głośno o wszystkim, co jest prawdziwe. […] Dzielenie się z kimś kochanym albo z przyjacielem każdym uczuciem i myślą, które przebiegają człowiekowi przez głowę, sieje w relacji spustoszenie. Żadne małżeństwo ani żadna przyjaźń nie uniesie ciężaru wszystkich niuansów naszej duszy. Tylko Jezus jest do tego zdolny”.

S. Eldredge „Stając się sobą”, s. 173

Zgadzam się z tym cytatem, ale z jednym zastrzeżeniem. Można mówić o wszystkim – tylko nie powinno się mówić o wszystkim. Tzn. mogę się podzielić każdą rzeczą, którą potrzebuję się podzielić, ale nie powinnam się dzielić wszystkimi rzeczami, bo to drugiego człowieka po prostu przytłacza. I nie zostawia przestrzeni, aby to on się dzielił.

Każda z tych różnorodnie obdarowanych kobiet…

„Uczę się też, że każda z tych różnorodnie obdarowanych kobiet wnosi ze sobą coś unikalnego, czego nie mają inne i czego nie mam ja. To właśnie ta różnorodność wzbogaca moje życie! Żadna z nich z osobna nie mogłaby mi ofiarować wszystkiego. Bóg zaspokaja moją potrzebę przyjaźni poprzez wiele osób”.

S. Eldredge „Stając się sobą”, s. 171-172

Pragnienie przyjaźni

„Gdzieś po drodze moje pragnienie przyjaźni przerodziło się w żądanie, a kiedy to ostatnie pojawia się na scenie, dla przyjaźni wybija ostatnia godzina – i dotyczy to wszelkich związków. Musiałam rozluźnić uścisk i w miłości pozwolić mojej przyjaciółce odejść”.

S. Eldredge „Stając się sobą”, s. 168

Dziewczyny kodują, czyli powieści dla przyszłych programistek

Reshma Saujani, założycielka organizacji Girls Who Code, napisała, że

„[…] brakuje książek, które opisywałyby, jak to jest być dziewczyną programistką. Zawsze powtarzam, że nie można stać się kimś, kogo w życiu się nie widziało. Ani o kim nic się nie czytało. Musimy czytać o dziewczynach takich jak my, żeby mieć odwagę próbować nowych rzeczy!” – „Kod przyjaźni”, s. 5-6).

Cóż, teraz już nie brakuje – książki Stacii Deutsch „Kod przyjaźni” i „Przyjaciółki rządzą” wypełniają tę lukę, a sądząc z komunikatu na końcu drugiego tomu serii, będzie ona kontynuowana.

O czym są te książki?

Książeczki z serii „Dziewczyny kodują” to powieści dla dziewczynek w wieku 10 – 12 lat. Opowiadają o czterech (a w drugim tomie – pięciu) przyjaciółkach, które zaczęły się uczyć kodowania. A jednocześnie przemycają pewną dawkę wiedzy programistycznej – głównie dotyczącej sposobów myślenia, ale też pseudokodu i terminologii. Książki są ciekawe, a bohaterki zróżnicowane – co jest bardzo ważne, bo pokazuje, że „programować każdy może”. Narratorką każdej z książek jest inna dziewczynka z tej samej grupy, co pozwala przyjrzeć się stworzonemu światu z różnych perspektyw.

W pierwszym tomie dziewczynki znajdują tajemnicze listy, w których otrzymują zadania do wykonania. Zadania są oczywiście związane z programowaniem – listy zapisane są pseudokodem. Jednocześnie czytelniczka jest ostrożnie wprowadzana w tajniki myślenia programistycznego oraz podstawowych elementów pseudokodu. W kolejnym tomie dziewczynki biorą udział w hakatonie – konkursie programistycznym, w którym ich zadaniem jest zaprogramować robota tak, by przeszedł przez labirynt. Jednocześnie pojawiają się kolejne terminy oraz prezentowany jest sposób, w jaki tworzy się oprogramowanie.

Trochę zastrzeżeń

Chociaż książki są dobrze napisane i nie zawierają błędów merytorycznych, pewne moje zastrzeżenia budzi tłumaczenie elementów pseudokodu na polski. Pojawia się ono tylko w pierwszym tomie – był to trudny wybór tłumaczki, która musiała zdecydować się albo na formę angielską, która mogłaby być niezrozumiała dla nieznającej angielskiego dziewczynki, albo na formę polską, która jednak odbiera temu fragmentowi część wymiaru edukacyjnego. W drugim tomie w analogicznej sytuacji pojawia się już słówko angielskie.

Drugie moje zastrzeżenie to trochę zbyt skomplikowany język, którym napisana jest jedna z definicji pod koniec książki – nie jestem pewna, czy czytająca dziewczynka zrozumie o co chodzi. To jednak są drobiazgi.

Czy warto podarować dziewczynce książkę z serii „Dziewczyny kodują”?

Książki same w sobie przedstawiają pewną wartość merytoryczną, przekazują podstawową wiedzę zarówno o podstawowych terminach związanych z kodowaniem, jak i o potrzebnym do tego sposobie myślenia. Są też ciekawe. Nie to jednak stanowi o ich wartości. Moim zdaniem najważniejsze jest to właśnie, co powiedziała cytowana wyżej Reshma Saujani – pokazują, że programowanie jest także dla dziewczynek, i że może być dla nich świetną zabawą. I że może się nim zajmować każdy. Nieważne, czy jest dziewczynką, czy chłopcem, typem strojnisi czy sportsmenki. Kodować każdy może.

Książki burzą też mit samotnego, niechętnego ludziom programisty-ekscentryka i pokazują, że programowanie to tak naprawdę często praca zespołowa. A tym samym zachęcają dziewczynki do podjęcia pierwszych prób. I to właśnie liczy się dla mnie w tych powieściach najbardziej.

Wszystkie cytaty w tekście pochodzą z książkek Stacii Deutsch „Kod przyjaźni” i „Przyjaciółki rządzą” z serii „Dziewczyny kodują”. Tł. K. Rosłan, Warszawa 2017.