Pomódl się o to czego nie chcesz wcale

“Pomódl się o to czego nie chcesz wcale
czego się boisz jak wiewiórka deszczu
przed czym uciekasz jak gęś coraz dalej
przed czym drżysz jak w jesionce bez podpinki zimą
przed czym się bronisz obiema szczękami.

zacznij się wreszcie modlić przeciw sobie
o to największe co przychodzi samo”.

J. Twardowski “Przeciw sobie”

Photo by Domenic Hoffmann on Pixabay

Nie ten jest prawdziwie odważny

“- Cóż stąd? – odpowiedziała Miłorada. – Przecież nie zawróciłeś z drogi. Nie ten jest prawdziwie odważny, kto się niczego nie boi, ale ten, kto bojąc się – nie ucieka.
Piotruś zadumał się.
– Kiedy tu szedłem, myślałem sobie, że może i ty, tak samo jak ludzie, odeszłaś stąd gdzieś daleko. To jest przecież Las Najsmutniejszy.
– Nawet w najgorszym miejscu i o najgorszym czasie można spotkać człowieka, który szuka pomocy dla innego. Dlatego muszę tu być.
– Więc zawsze można cię znaleźć?
– Zawsze. Znajdują mnie ci, którzy podejmują trud nie dla siebie”.

I. Jurgielewiczowa “O chłopcu, który szukał domu”

Żona często ma pokusę czynienia mężowi wyrzutów

“Żona często ma pokusę czynienia mężowi wyrzutów, krytykowania go otwarcie, co prowadzi do zahamowania jego inicjatyw i życiowego rozpędu. Kobieta dominująca staje się szybko żoną-matką ograniczającą mężczyznę w dziecinnej zależności od niej lub przeciwnie – w niezależności, która doprowadzi go do ucieczki w pracę lub niewierność”.

B. Dubois “Uzdrowienie zranień z dzieciństwa ze św. Teresą z Lisieux”, tł. M. Grabski, s. 319

Zmęczony własnym grzechem

“Człowiek może być, nieraz jest, zmęczony własnym grzechem. Zwłaszcza, jeśli jest to związane z jakimś nałogiem. Ma dość tego, że nie potrafi przerwać pasma własnych porażek. Ale w tej samej mierze człowiek może być zmęczony napływającym z każdej strony wezwaniem do nawrócenia. I to wezwaniem często okraszonym tanim pocieszeniem: zobacz, spróbuj, uda się na pewno. Człowiek miewa chwile, że to wszystko wychodzi mu bokiem. Odczuwa już tylko chęć, by uciec tam, gdzie zażyje ciepłej kąpieli, zapomni o wszystkim, od wszystkiego się na chwilę uwolni. Tam, gdzie nikt nie będzie kazał mu niczego wybierać.
Ale to jest ucieczka w rozwiązania pozorne. […] W bezmyślność, w zawieszenie, w kapitulację; niech się dzieje, co chce, byle mnie nie dotyczyło; ja już nie mam ochoty na nic. Tymczasem Jezus dogania uczniów na ich drodze do Emaus. Przecież po to właśnie wstał z grobu, by dać umarłym życie. Ale to sam człowiek musi od Niego przyjąć taki dar. Dar, który go przeraża i nieraz popycha do ucieczki, by już tylko nie musieć decydować, by nie zaczynać wszystkiego na nowo”.

G. Ryś “Skandal miłosierdzia”, s. 86 – 87

Jak zniknąć z facebooka (i jak wrócić)

Jakiś czas temu naszła mnie chęć, żeby zniknąć z facebooka. Tak całkowicie, radykalnie i nieodwołalnie. Zdarza wam się czasem coś takiego?

Powiem wam coś w sekrecie – nie warto. Przynajmniej nie tak od razu radykalnie. No ale zacznijmy od początku.

Jak usunąć konto na facebooku

Znikanie zaczęłam od wejścia w Dziennik aktywności na stronie mojego profilu i pousuwania wszystkich lajków, grup, wrzuconych wpisów… Zajęło to trochę czasu, sporo tego było. Niby facebook robi to automatycznie, ale na wszelki wypadek… Potem usunęłam wszystkie informacje osobiste, które dały się usunąć, a na koniec – pousuwałam znajomych. Bo przecież i tak tu nie wrócę.

Na koniec usunęłam konto. Można to zrobić, wchodząc w ustawienia i wybierając Twoje informacje na facebooku, a potem Usuń konto i informacje (to instrukcja dla tych, którzy trafili tu z sieci, szukając informacji jak usunąć konto). Później facebook pyta, czemu chcesz to zrobić, czy chcesz zostawić Messengera i czy aby na pewno chcesz usunąć konto, a nie tylko “odpocząć od facebooka”, bo do tego służy inna opcja.

Najpierw zdecydowałam się usunąć wszystko. Jak znikać, to znikać. Dostałam do namysłu standardowe 14 dni. Po co? Cóż, bo facebook dobrze zna takich jak ja “uciekaczy” 😉

Jak wrócić?

Już po dwóch dniach żałowałam. Najpierw postanowiłam przywrócić Messengera. No bo przecież do części z tych osób nie mam innego kontaktu. Potem zauważyłam, że spadł też ruch na moim blogu, bo przestałam się promować na facebookowych grupach. Coraz mocniej uświadamiałam sobie też, że teraz o wielu rzeczach już się nie dowiem, rzeczach dotyczących ludzi, których lubię, ciekawych wydarzeń itp.

No ale jak tu wrócić, skoro pokasowałam znajomych? Można ich usunąć z poziomu Dziennika aktywności – ale nie można ich stamtąd przywrócić, niestety. Trzeba – wychodząc na głupią i ryzykując uznanie za oszustkę – pracowicie dodać ich ponownie ręcznie. Nie wiem, czy o kimś nie zapomniałam. Część osób mnie nie przyjęła, być może uznając za oszustkę. Część przyjęła, blokując dostęp. Nie dziwię się. Sama nie wiem, czy w takiej sytuacji bym tak od razu zaufała, że to ta osoba. Dziwnie trochę…

I tak oto wróciłam…

Czemu właściwie chciałam zniknąć?

A czemu chciałam zniknąć? Bo właściwie ten facebook nie jest mi do niczego potrzebny (a jednak jest – do promocji bloga i do kontaktu z ludźmi). Bo tracę czas (no tak… bo przecież lepiej usunąć konto niż po prostu rzadziej na nie włazić, prawda?). Bo miałam dość komputerów i zły dzień (kto ich nie miewa… ale po co od razu znikać?).

Radykalnych kroków najczęściej się żałuje…

Jeśli kiedyś najdzie cię chętka, żeby uciec z facebooka, tak całkowicie i nieodwołalnie, to dam ci radę – nie bierz przykładu ze mnie. Pójdź na spacer, pogadaj z przyjacielem. Albo chociaż skorzystaj z tej fajnej funkcji czternastu dni do namysłu i dopiero tuż przed upływem tego czasu ewentualnie usuwaj wszelką aktywność (przy okazji zyskasz kolejne 14 dni). Radykalnych kroków niestety najczęściej się żałuje. I nawet jeśli – tak jak w tym wypadku – można wrócić, to zawsze coś się przy tym traci.