Jak zniknąć z facebooka (i jak wrócić)

Jak zniknąć z facebooka (i jak wrócić)

Jakiś czas temu naszła mnie chęć, żeby zniknąć z facebooka. Tak całkowicie, radykalnie i nieodwołalnie. Zdarza wam się czasem coś takiego?

Powiem wam coś w sekrecie – nie warto. Przynajmniej nie tak od razu radykalnie. No ale zacznijmy od początku.

Jak usunąć konto na facebooku

Znikanie zaczęłam od wejścia w Dziennik aktywności na stronie mojego profilu i pousuwania wszystkich lajków, grup, wrzuconych wpisów… Zajęło to trochę czasu, sporo tego było. Niby facebook robi to automatycznie, ale na wszelki wypadek… Potem usunęłam wszystkie informacje osobiste, które dały się usunąć, a na koniec – pousuwałam znajomych. Bo przecież i tak tu nie wrócę.

Na koniec usunęłam konto. Można to zrobić, wchodząc w ustawienia i wybierając Twoje informacje na facebooku, a potem Usuń konto i informacje (to instrukcja dla tych, którzy trafili tu z sieci, szukając informacji jak usunąć konto). Później facebook pyta, czemu chcesz to zrobić, czy chcesz zostawić Messengera i czy aby na pewno chcesz usunąć konto, a nie tylko “odpocząć od facebooka”, bo do tego służy inna opcja.

Najpierw zdecydowałam się usunąć wszystko. Jak znikać, to znikać. Dostałam do namysłu standardowe 14 dni. Po co? Cóż, bo facebook dobrze zna takich jak ja “uciekaczy” 😉

Jak wrócić?

Już po dwóch dniach żałowałam. Najpierw postanowiłam przywrócić Messengera. No bo przecież do części z tych osób nie mam innego kontaktu. Potem zauważyłam, że spadł też ruch na moim blogu, bo przestałam się promować na facebookowych grupach. Coraz mocniej uświadamiałam sobie też, że teraz o wielu rzeczach już się nie dowiem, rzeczach dotyczących ludzi, których lubię, ciekawych wydarzeń itp.

No ale jak tu wrócić, skoro pokasowałam znajomych? Można ich usunąć z poziomu Dziennika aktywności – ale nie można ich stamtąd przywrócić, niestety. Trzeba – wychodząc na głupią i ryzykując uznanie za oszustkę – pracowicie dodać ich ponownie ręcznie. Nie wiem, czy o kimś nie zapomniałam. Część osób mnie nie przyjęła, być może uznając za oszustkę. Część przyjęła, blokując dostęp. Nie dziwię się. Sama nie wiem, czy w takiej sytuacji bym tak od razu zaufała, że to ta osoba. Dziwnie trochę…

I tak oto wróciłam…

Czemu właściwie chciałam zniknąć?

A czemu chciałam zniknąć? Bo właściwie ten facebook nie jest mi do niczego potrzebny (a jednak jest – do promocji bloga i do kontaktu z ludźmi). Bo tracę czas (no tak… bo przecież lepiej usunąć konto niż po prostu rzadziej na nie włazić, prawda?). Bo miałam dość komputerów i zły dzień (kto ich nie miewa… ale po co od razu znikać?).

Radykalnych kroków najczęściej się żałuje…

Jeśli kiedyś najdzie cię chętka, żeby uciec z facebooka, tak całkowicie i nieodwołalnie, to dam ci radę – nie bierz przykładu ze mnie. Pójdź na spacer, pogadaj z przyjacielem. Albo chociaż skorzystaj z tej fajnej funkcji czternastu dni do namysłu i dopiero tuż przed upływem tego czasu ewentualnie usuwaj wszelką aktywność (przy okazji zyskasz kolejne 14 dni). Radykalnych kroków niestety najczęściej się żałuje. I nawet jeśli – tak jak w tym wypadku – można wrócić, to zawsze coś się przy tym traci.

Tags: , , , , ,
Categories: W teatrze życia

Inne ciekawe wpisy:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz